Witajcie!
Dzisiaj dość sentymentalny wpis- uprzedzam pytania- nie mam dziś urodzin.
Oto kilka rzeczy, które zrozumiałam, gdy skończyłam 30 lat:
1. Nie muszę być lubiana przez wszystkich.
Dopiero niedawno zrozumiałam, że nie wszyscy muszą mnie lubić i już nie działa to na mnie przerażająco. Zawsze byłam osobą szczerą i pewnie wygłaszającą swoje poglądy, przez co nie zawsze byłam lubiana przez wszystkich. Kiedyś się tym przejmowałam, dzisiaj- przestałam. Zrozumiałam, że najważniejsze jest życie w zgodzie z samą sobą. Jestem dumna z tego, że bez wstydu mogę spojrzeć sobie w oczy każdego dnia, że nie udaję, gdy coś mi nie pasuje, a kiedy ktoś mnie zdenerwuje- mówię mu to w twarz. Może nie jestem do końca dyplomatką, ale przynajmniej każdy może spodziewać się po mnie prawdy.
2. Nie muszę udawać kogoś kim nie jestem.
Na pewno znacie kilka osób, które za wszelką cenę chcą uchodzić za kogoś lepszego niż są w rzeczywistości. Chodzą na imprezy, wystawy, zajęcia, które kompletnie im nie pasują. Udają, że na wiele ich stać. Są gwiazdami Facebooka i Instagrama, a w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. A ja- nie udaję, nie podlizuję się – jestem- po prostu- sobą!
3. Mogę czasem odpuścić.
Z natury jestem perfekcjonistką, która potrafiła wstawać o 4 rano, żeby tylko zrobić wszystko ze swojej listy „rzeczy do zrobienia”. Zawsze musiałam mieć wszystko w perfekcyjnym porządku, codziennie musiałam zrobić trening, zdrowo się odżywiać, perfekcyjnie wyglądać, być najlepsza w pracy. Dzisiaj nie przesadzam, dlatego też staram się znaleźć balans- jeśli czuję, że potrzebuję odpoczynku- odpoczywam, jeśli czuję, że dzisiaj mam „flow”- robię więcej. Wiem już, że perfekcjonizm każdego dnia nie istnieje i na pewno nie jest dla mnie zdrowy.
4. Nie muszę mieć wielu przyjaciół.
Kiedyś miałam o wiele więcej znajomych niż dziś. Teraz wiem, że liczy się jakość, a nie ilość. Po latach mam przyjaciół, na których mogę liczyć, a nie takich, którzy są tylko wtedy, kiedy idę na imprezę.
5. Rodzina jest najważniejsza.
Zawsze byłam i jestem wrażliwą osobą, dla której dobro najbliższych (wbrew pozorom) było najważniejsze. Dzisiaj nie wstydzę się mówić o tym głośno i doceniam częste rozmowy i spotkania z rodzicami, rodzeństwem i dziadkami.
6. Nie porównuje się z innymi.
Nie patrzę już na siebie przez pryzmat porównań z innymi. Nie sprawdzam czy ktoś osiągnął więcej ode mnie, chociaż jest w moim wieku. Przestałam ścigać się z innymi, a zaczęłam z samą sobą.
7. Wiem, czego chcę i nie załamuję się po porażce.
Wiem już czego pragnę od życia i dążę do tego każdego dnia. Nie tracę czasu na zbędę rozmyślania i krążenie w ciemnościach. Mam jasno wytyczony cel. Porażki traktuje jako niezbędną naukę do bycia lepszą. Dawniej, gdy tylko coś mi się nie udawało wpadałam w furię (perfekcjonizm też mi w tym nie pomagał).
8. Staram się rozumieć zachowanie innych ludzi.
Kiedyś najważniejsza byłam dla siebie tylko ja i moje racje. Dzisiaj staram się zrozumieć innych i ich postępowanie. Stałam się o wiele bardziej empatyczna niż kiedyś przez co poprawiłam relacje z innymi.
A Wy, macie jakieś przemyślenia po 30 urodzinach?
Czy też uważacie, że się zmieniliście?
Przeczytałem, skorzystam także z zaproszenia do skomentowania, chociaż przede mną jeszcze niecałe 11 miesięcy do przekroczenia bariery 30tki 🙂
1. Nie muszę być lubiana przez wszystkich.
Całkowita racja. Bo trzeba zacząć od odpowiedzi na pytanie kim są ci „wszyscy”. Często się słyszy „przecież wszyscy tak robią”. A jeśli nie robimy tego, co robią „wszyscy” to w mniemaniu „wszystkich” jesteśmy nienormalni. Prawda tylko jest taka, że +/- 90% globalnego społeczeństwa przeżyje życie z dnia na dzień, dusząc w sobie wcześniejsze marzenia i cele. Tę możliwość sięgnięcia dalej, niż cała reszta, zrobienia różnicy we własnym życiu. To jest właśnie życie „wszystkich”. Każdy, absolutnie każdy ma możliwość wyboru czy chce być tym, kim są „wszyscy”, czy woli dla „wszystkich” być tym nienormalnym. Robiąc to, co robią „wszyscy” nie można spodziewać się, że będzie się miało co innego, niż oni. Kiedy znajdziemy się w potrzebie, ci „wszyscy” z reguły odwrócą się na pięcie i to od nas będzie zależało jak sobie poradzimy.
2. Nie muszę udawać kogoś kim nie jestem.
Generalnie – racja. Irytują mnie ludzie, którzy chcą się przymilić udając cechę, którą poczytują jako ważną dla nas. To się wyczuwa na kilometr i jest to co najmniej żenujące. Natomiast uważam, że każdy ma szansę kreacji samego siebie. Każdy ma możliwość stworzenia siebie na nowo. A truizmem jest, że nic nie przychodzi ot tak – wymaga czasu i poświęceń. Warto również szukać ludzi, którzy imponują nam w ważnych dla nas aspektach życia. Którzy są o krok dalej. Grzebiąc z kurami, nie ma szans, byśmy latali jak orły. 🙂
3. Mogę czasem odpuścić.
Również wiem czym jest perfekcjonizm i jest to cecha, która w przeszłości wielokrotnie mnie irytowała. Myślę, że dzisiaj potrafię jednak dokonać zdroworozsądkowej selekcji – wziąć z niej to, co jest mi naprawdę pomocne i pomaga mi osiągnąć zamierzone cele oraz odrzucić to, co jest zbyteczne i w żaden sposób nie pomaga mi, a wręcz denerwuje.
4. Nie muszę mieć wielu przyjaciół.
Nie liczy się ilość, a jakość. Sedno sprawy! 1 świetny przyjaciel jest wart więcej niż 100 nieprawdziwych. Poza tym liderzy są z reguły typem single players.
5. Rodzina jest najważniejsza.
Każdy ma prawo mieć własny system wartości. I uważam, że o ile, w obiektywnej ocenie, każda z nich jest dobra z moralnego punktu widzenia – to jest tą właściwą. Rozumiem również, że kobiety z natury rzeczy są bardziej emocjonalne i uczuciowe. Czy jest jakaś najważniejsza, naczelna wartość w życiu? Myślę, że każdy powinien mieć co najmniej kilka. W przypadku moich własnych, nie podejmuję się klasyfikowania ich na poszczególnych pozycjach. Wszystkie są równie ważne. Ale tak jak mówiłem – każdy ma prawo żyć według wartości, które uważa za słuszne – o ile nie krzywdzą one innych.
6. Nie porównuję się z innymi.
To zależy od spojrzenia. Na pewno najgorszą cechą jest tutaj zazdrość i zawiść. Bo on coś ma, a ja nie. Bo jemu rodzice dali to, a mi nic. Bo to, bo tamto, bo tysiąc różnych argumentów. Pretensje do całego świata przy jednoczesnej absolutnie biernej postawie wobec własnego życia i braku jakiejkolwiek próby zmiany czegokolwiek. Jestem pewien, że każdy zna wiele osób, mających takie właśnie podejście.
Ja lubię porównywać się z innymi. Mam wielu ludzi, którzy w różnych aspektach życia stanowią dla mnie wzorce. Życzę im wszystkiego co najlepsze, a sam robię wszystko, by ich podpatrywać, uczyć się od nich, wyciągać wartościowe wnioski. Owszem – zazdroszczę! Ale jest to zazdrość tylko i wyłącznie w rodzaju: „Wow, jak on to zrobił?! To niesamowite! Skoro on mógł, to ja też mogę!”
7. Wiem, czego chcę i nie załamuję się po porażce.
Bez porażek nie ma sukcesów. Nie ma ludzi sukcesu, których historie to jeden wielki splot samych pozytywnych zdarzeń. W ogóle nie lubię słowa „porażka”. Wolę zamienić je na „nauka”. Myślę, że świat daje nam tak wiele przykładów ludzi, którym nikt nie dawał szans na cokolwiek, z tysiąca różnych powodów, a którzy później pokazali, że ich możliwości są nieograniczone, że nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czerpać z nich garściami i nigdy, ale to NIGDY się nie załamywać.
8. Staram się rozumieć zachowanie innych ludzi.
Ja również w przeszłości akceptowałem jedynie własny punkt widzenia. Po latach nauczyłem się wreszcie definicji słowa „tolerancja”, „akceptacja”. Tak jak pisałem powyżej – każdy ma prawo żyć tak, jak uważa za słuszne o ile nie czyni krzywdy innym. Ma prawo wyglądać, myśleć, wierzyć, żyć i działać tak, jak tylko ma ochotę. Nie zgadzam się z wieloma osobami, ale szanuję odmienny punkt widzenia. Jedyne czego nie akceptuję to krzywdzenie innych i ludzka głupota.
Pozdrawiam,
MB
Panie Maćku, podpisuję się pod tym bo 'nic dodać nic ująć’. Nie będę powielała przykładów.
Pani Agnieszko zdecydowanie przyglądając się sobie po 30tce widzę ogromne zmiany i postęp w sposobie myślenia, zachowania i często braku zgody na to co obok mnie się dzieje. Czasem łapię się na tym że 'moralizuję’ młodsze osoby z mojego otoczenia, ale mam świadomość tego iż poki one same nie zrozumieją pewnych prawd życiowych to będą zaślepione i właśnie ta 30tka rzeczywiście otwiera oczy! Niesamowite jak ten wiek sprawia, iż człowiek czuje się zupełnie inaczej, zaczyna mieć ogromną świadomość siebie, zarówno zalet, ale przede wszystkim wad, widzi je jak w szkle powiększającym. Stawia na rozwój wewnętrzny, zaczyna chwytać każdą chwilą , realizuje swoje pasje, odkrywa także nowe i ciągle szuka, docenia to co już osiągnął i tych z którymi przez lata budował most, bo zaczyna rozumieć słowa 'nic dwa razy się nie zdarza…’
Tak odczuwa to 30 latka, która nie jest już dziewczyną, podlotkiem a wartościową kobietą która nie boi się tego powiedzieć głośno!
Pozdrawiam serdecznie
AZ
Ojej, niektóre wnioski są tak totalnie zbieżne z moimi związanymi z dojrzewaniem, że to aż dziwne. 😀 Może to jakieś wnioski uniwersalne?
Dla mnie najważniejszy był ten, że mogę odpuścić i nic złego się nie stanie. I jeszcze ten o nie załamywaniu się po porażce. W punkt!
Wiele z nich również wyciągnęłam w podobnym wieku.
mnie jeszcze do trzydziestki zostały dwa lata, ale również niedawno zrozumiałam wiele rzeczy. trochę szkoda, że tak długo się do tego dochodzi. o ileż prostsze byłoby moje dzieciństwo i lata nastoletnie, gdybym wiedziała i rozumiała to, co teraz.
Doszłam do podobnych wniosków w zeszłym roku. W tym roku jeszcze do tego doszła wartość pracy nad sobą i skupienie nad własną osobę. Niby egoistyczne, ale czas patrzeć na siebie, a nie tylko na wszystkich dookoła.
Ja mam to 30 długą drogę i chyba… mimo że to wiem, to muszę zapamiętać.
A ja mam teraz 26 lat i prawie wszystkie te rzeczy(oprócz 7) wiedziałam już tak przed 20. Teraz tylko coraz mocniej się w nich utwierdzam i powoli zaczynam wiedzieć czego chcę.
Znam tę matnię z perfekcjonizmem, bo sama jestem na odwyku od jego niezdrowej strony. Nauczyłam się korzystać z jego dobrodziejstw a jednocześnie oduczyłam jechania po bandzie.